Strona główna Polski Deutsch
wielkość tekstu:
Edukacja > Powtórka z historii
Praca przymusowa

Dopiero w kontekście całości polityki Trzeciej Rzeszy na okupowanych ziemiach polskich można właściwie zrozumieć i ocenić pracę przymusową, jaką świadczyli Polacy w tym okresie.

W czasie wojny w Niemczech zaostrzał się deficyt siły roboczej, ponieważ do wojska wcielono miliony mężczyzn. Niemiecka okupacja ziem polskich spowodowała "dyspozycyjność" siły roboczej z tego terenu. Wedle obliczeń pisma "Die Burg" samo Generalne Gubernatorstwo ze swoimi 14 mln ludności winno dostarczyć Rzeszy co najmniej 1,5 mln nowych robotników. Początkowo wykorzystywano do pracy jeńców polskich, których na jesieni 1939 r. znalazło się na terenie Niemiec około 300 tys., a po klęsce Belgii i Francji - robotników polskich z tamtejszej emigracji. Wkrótce jednak władze hitlerowskie rozpoczęły masowe wywożenie Polaków do Rzeszy. Podstawą tej akcji było rozporządzenie z października 1939 r. o obowiązku pracy dla ludności Generalnego Gubernatorstwa w wieku od 18 do 60 lat, rozciągnięte w grudniu 1939 r. także na młodzież od 14. do 18. roku życia. Początkowo próbowano wykorzystać w GG tradycje sezonowej pracy w Niemczech i kładziono nacisk na dobrowolność zgłoszeń. 25.01.1940 r. Generalny Gubernator Frank wydał odezwę do ludności, zachęcając do zgłaszania się na roboty do Niemiec. Propagowanie dobrowolnych wyjazdów niewiele jednak dawało. Plakaty "Jedźcie z nami do Niemiec" przemalowywano w GG na "Jedźcie sami do Niemiec". Ocenia się, że na wyjazd zgodziło się dobrowolnie około 2 tys. osób spośród około 200 tys. zwerbowanych do kwietnia 1940 r. Znakomita większość zgłosiła się, jak już wówczas mówiono, "dobrowolnie, ale pod przymusem". Otóż gorliwi szefowie lokalnej administracji niemieckiej organizowali wyłapywanie ludzi z ulic miasteczek, a nawet z pól po wsiach do punktów zbiorczych, gdzie po przeprowadzeniu badań lekarskich zmuszano ich do podpisania "dobrowolnego" zgłoszenia do pracy w Niemczech.

2Widząc problemy z dobrowolnymi zgłoszeniami, 24.04.1940 r. Frank zarządził, by mieszkańcy Generalnego Gubernatorstwa stawiali się na wezwanie Urzędów Pracy (Arbeitsamt) i wójtów do robót rolnych w Niemczech. Powołując się na to zarządzenie, Urzędy Pracy rozsyłały odtąd imienne nakazy zgłaszania się do punktów zbiorczych, przy czym sankcją za niestawienie się było, poza odpowiedzialnością karną, wywiezienie rodziny. Ponieważ jednocześnie nasilały się niemieckie łapanki, wielu wezwanych wolało nie ryzykować obozu koncentracyjnego lub egzekucji ulicznej i stawiało się na wezwanie. Wywózki na roboty do Niemiec można było uniknąć, dowodząc zatrudnienia, zwłaszcza w dziedzinach czy instytucjach, na których Niemcom zależało. Stąd wśród ludności polskiej zaczął się pęd do znajdowania fikcyjnych miejsc pracy i zdobywania stosownych zaświadczeń z Urzędów Pracy.

Podobne metody zastosowano na ziemiach włączonych do Rzeszy, gdzie wywózki na roboty do Niemiec łączono z akcją wysiedleń. Z punktów zbiorczych, gdzie gromadzono wysiedleńców, około 10% wywożono na roboty do Niemiec. Ponadto urządzano łapanki, a część schwytanych w nich osób także deportowano do Niemiec.

W pierwszym roku okupacji rekrutacja przymusowej siły roboczej z okupowanych ziem polskich przyniosła efekty mniejsze niż spodziewały się władze hitlerowskie. Wedle prasy niemieckiej, w październiku 1940 r. pracowało w rolnictwie niemieckim około 400 tys. Polaków przywiezionych pod przymusem, a w przemyśle - dalsze 140 tys. Do tej liczby należy dodać około 300 tys. jeńców, co dawałoby w tym momencie ogólną liczbę 840 tys. zatrudnionych przymusowo w Trzeciej Rzeszy.

Nowy okres rekrutacji polskich robotników przymusowych rozpoczął się po najeździe Trzeciej Rzeszy na ZSRR w czerwcu 1941 r., gdy gospodarka niemiecka zaczęła odczuwać jeszcze większy brak rąk do pracy. Nadal podstawą rekrutacji były łapanki, choć organizowano je teraz w sposób znacznie bardziej systematyczny. Urządzano je przede wszystkim w godzinach przedpołudniowych, gdy większość formalnie zatrudnionych Polaków winna przebywać w miejscu pracy, a także na targowiskach i na kolei, gdzie kursowali nielegalni handlarze. Szczególne nasilenie łapanek nastąpiło w Warszawie pod koniec 1942 r. – wywieziono wówczas do Niemiec kilkadziesiąt tysięcy osób. Miało to związek z solidarnym oporem Polaków przeciw wysiedleniom z Zamojszczyzny. Akcja na tak wielką skalę nie mogła się jednak udać w całości. Bardzo wielu ze schwytanych uciekło z pociągów lub wykupiło się przy pomocy łapówek. Mimo to liczba robotników wywożonych przymusowo do Rzeszy stale rosła: w 1939 r. wyniosła 40 tys., w 1940 r. - 300 tys., w 1941 r. - około 400 tys. osób , a w następnych latach - jeszcze więcej. Wedle źródeł niemieckich z czasów wojny, do marca 1943 r. wywieziono z samego Generalnego Gubernatorstwa około miliona przymusowych robotników, a całkowitą liczbę obcokrajowców pracujących w Rzeszy oceniano na 12 mln osób. Ta ostatnia liczba obejmuje zapewne także autochtonów nie-niemieckich z ziem wcielonych. Szacuje się, że ogólna liczba robotników przymusowych w Niemczech, będących przed 1939 r. obywatelami Polski, sięgała pod koniec wojny od 2,5 do 3,5 mln osób, oscylując najprawdopodobniej wokół 2,8 mln osób.

Warunki, w jakich pracowali polscy robotnicy w Niemczech, były dość zróżnicowane, w zależności od gałęzi gospodarki oraz osobowości pracodawcy. Najbardziej niebezpieczna była praca przy tajnych projektach zbrojeniowych, lepiej zaś na ogół traktowano robotników rolnych. Warunki te regulowały szczegółowe przepisy.

W odezwie do pracodawców pt. "Unsere Stellungsnahme zur Frage Pole im Reich", wydanej latem 1940 r. przez Volksbund für das Deutschtum im Ausland-Gauverband Berlin, napisano: "Niemcze, Polak nigdy nie jest twym kolegą. Stoi poniżej każdego rodaka-Niemca w twym podwórzu czy fabryce. Bądź zawsze jako Niemiec sprawiedliwy, ale nie zapominaj nigdy, żeś członkiem Narodu Panów". W półoficjalnej publikacji niemieckiej zatytułowanej "Arbeitsrecht der Polen im deutschen Reich" napisano m.in.: "Rząd niemiecki zdaje sobie sprawę z tego, że praca Polaków w Niemczech związana jest z niebezpieczeństwami, przede wszystkim co do czystości rasowej (…). W tym samym stopniu, w jakim Polak nie należy do niemieckiej wspólnoty narodowej, nie można z nim nawiązywać również żadnej wspólnoty społecznej. Stosunki z Polakami należy w każdym wypadku ograniczać do zakresu koniecznego dla prawidłowego wykonania pracy. Należy oczekiwać od każdego Niemca, że sama przez siebie zrozumiała jest dla niego chłodna postawa względem przynależnych do tak obciążonego winami narodu". Dzisiejszemu czytelnikowi sformułowania te mogą się wydać niezrozumiałe, jednak należy pamiętać, że od końca lat trzydziestych, a szczególnie w czasie drugiej wojny światowej, propaganda hitlerowska kreowała obraz Polaków jako typowych "podludzi".

Polaków wyłączono z niemieckiego systemu prawa pracy. Nie brali np. udziału w tworzeniu rad zakładowych, nie otrzymywali wynagrodzenia za pracę w dni świąteczne, zasiłków chorobowych ani płatnych urlopów. Zakazywano im także wszelkich kontaktów z młodzieżą niemiecką. Instrukcja wręczana Polakom wywożonym do Niemiec z ziem przyłączonych mówiła o zakazie opuszczania miejsca pobytu, używania publicznych środków komunikacji bez specjalnego zezwolenia, uczestniczenia w nabożeństwach i zabawach, a także chodzenia do restauracji, kin i teatrów razem z ludnością niemiecką. Kobiety pracowały na równi z mężczyznami. W przypadku urodzenia dziecka formalnie przysługiwał im ośmiotygodniowy urlop macierzyński, faktycznie jednak mogły z niego skorzystać jedynie wyjątkowo, gdyż pracodawcy nie respektowali tego prawa, zmuszając je do pracy krótko po porodzie. Ponieważ Polki nie mogły opiekować się dziećmi w czasie pracy, zajmowały się tym niemieckie żłobki, w których niemowlęta bardzo często głodzono. Na przykład w zakładzie w Laberweinting (pow. Mallersdorf) zmarła ponad połowa przebywających tu niemowląt. W założonym w kwietniu 1944 r. ośrodku Velpke (pow. Helmstedt) od maja 1944 r. życie straciło 84 dzieci, a w zorganizowanym w Wörde-West w 1942 r. ośrodku dla niemowląt robotnic pracujących w zakładach Kruppa od października 1944 r. do stycznia 1945 r. zmarło 50 niemowląt.

Wszyscy robotnicy przymusowi z Polski zostali zobligowani do noszenia na prawej piersi mocno przyszytych znaków z literą „P”, wskazujących na narodowość. Praca opieszała lub inne przekroczenia przepisów miały być karane umieszczeniem w obozach pracy wychowawczej, które pod względem panujących w nich warunków przypominały obozy koncentracyjne. Sabotaż miał być oczywiście karany jeszcze surowiej. Stosunki seksualne z osobami narodowości niemieckiej miały podlegać karze śmierci. Na koniec instrukcja przestrzegała w łamanej polszczyźnie: „każdy robotnik i każda robotnicza polska ma sobie każdego czasu przypomnieć, że przyszli dobrowolnie na pracę do Niemiec”. To szydercze przypomnienie najlepiej charakteryzuje totalne fałszowanie rzeczywistości przez nazistów. Robotnicy polscy nie tylko nie korzystali więc z niemieckiego systemu prawa pracy, lecz podlegali także wielu ograniczeniom i szykanom.

Praca robotnika polskiego była też gorzej wynagradzana. Stawki Polaków były znacznie niższe od tych, jakie płacono Niemcom, a nawet pracownikom innych narodowości. Płace Polaków obliczano jako część wynagrodzenia robotnika niemieckiego, natomiast pracodawca zatrudniający Polaków był zobowiązany do wpłacenia na rzecz skarbu Trzeciej Rzeszy specjalnej opłaty zwanej Ostarbeiterabgabe. Stawki te różniły się w zależności od rodzaju wykonywanej pracy. W pierwszej kategorii dzienna płaca robotnika niemieckiego wynosiła od 2 do 2,15 marki, polskiego zaś, po potrąceniu 1,50 marki na wyżywienie - 0,35 marki, przy czym wspomniana opłata pracodawcy na rzecz skarbu Rzeszy wynosiła 0,20 marki. W piątej kategorii robotnik niemiecki zarabiał od 12,75 do 13 marek, polski zaś – 2,95 marki, a Ostarbeiterabgabe wynosiła 8,25 marki. Ponadto robotnicy polscy płacili specjalny podatek, zwany Sozialausgleichabgabe. Oznacza to, że nie tylko nie byli oni w stanie zgromadzić oszczędności, ale na ogół z trudem mogli się sami utrzymać przy życiu.

System pracy przymusowej został wprowadzony także w miejscu zamieszkania Polaków. Władze niemieckie GG zatrudniały w ramach Służby Budowlanej (Baudienst) dziesiątki tysięcy młodych Polaków do ciężkiej pracy przy budowie dróg, linii kolejowych, regulacji rzek, w przemyśle zbrojeniowym itd. Fatalne warunki socjalno-bytowe w obozach Służby Budowlanej powodowały wzrost zachorowań na gruźlicę, a odmowa pracy groziła zesłaniem do karnych obozów tej organizacji w Solcu nad Wisłą i w Krakowie lub do obozu koncentracyjnego. W 1944 r. niemieckie władze okupacyjne skierowały około 900 tys. osób w wieku od 14 do 65 lat, a nawet do 70 lat, do prac fortyfikacyjnych i budowy umocnień obronnych. Zostały one umieszczone w bardzo prymitywnych warunkach w gospodarstwach rolnych i specjalnych obozach (Einsatzlager, Marinelager).

Praca przymusowa i niewolnicza na rzecz Trzeciej Rzeszy naruszała przyjętą w 1930 r. Konwencję nr 29 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącą pracy przymusowej lub obowiązkowej, którą podpisało 125 państw, w tym Niemcy. Przyniosła ona gospodarce niemieckiej, mimo zniszczeń wojennych, olbrzymie zyski. Zapewniała też Niemcom względnie wysoki standard życiowy i zachowanie posiadanych własnych rezerw pracy. Ponadto była jednym z ważnych elementów polityki biologicznego wyniszczania narodów podbitych, zwłaszcza słowiańskich. Przekazana przez rząd niemiecki w 1992 r. i po 2001 r. suma ok. 2,3 mld marek, przeznaczona na jednorazowe wypłaty dla byłych robotników przymusowych i niewolniczych z Polski, stanowiła jedynie symboliczną rekompensatę za doznane przez nich krzywdy. Nie odzwierciedlała ona stopnia eksploatacji ekonomicznej i biologicznej poszkodowanych, a także związanych z tym strat demograficznych.

Straty osobowe
Wystawa Zachować Pamięć
Wolontariat
Świadkowie hisotrii